…a w nich odpowiedzi, a częściej raczej dywagacje, na tematy jak w poniższym fragmencie.

Gdzie najlepiej smakuje Muscadet?  Cóż takiego? Otóż to. Jaki znów “muskadet”?

Szanujący się amator wina co najmniej kojarzy czołowe czerwone i białe szczepy, z których powstają dobre trunki. Wiadomo: Pinot Noir, Cabernet Sauvignon, Syrah, Merlot, Nebbiolo, jeszcze Tempranillo i Sangiovese, a dalej Chardonnay, Riesling i Sauvignon Blanc, na dokładkę, powiedzmy, Grüner Veltliner i Furmint.

Najlepsze wina wytworzone z tych szczepów – we Francji, we Włoszech, w Hiszpanii, w Niemczech, na Węgrzech, w Austrii czy w Stanach – osiągają światową renomę i wysokie oceny. Ich eksport jest od dawna opłacalny, nie tylko dlatego, że koszt butelki stanowi zaniedbywalną proporcję ceny całości. Słynne od setek lat marki regionów: powiedzmy Burgundii, Bordeaux, Piemontu, Riojy, Mozeli czy Tokaju – robią swoje, a mniej lub bardziej masowy marketing podwyższa tak zwaną barierę wejścia dla mniej znanych szczepów i apelacji.

Gdzież zatem takiemu skromnemu kadetowi-Muscadetowi do tych wyżyn?!

O kulturowych, przy tym zupełnie żywych, kompanach muskadeta, tokaju, burgunda, piquepoula, a nawet o ich hybrydowych bękartach z Wessexu i spod Ojcowa opowiadają te krótkie teksty. Wszystkie je można znaleźć w e-wydaniu Do Rzeczy (http://ewydanie.dorzeczy.pl).

 

Polub nas i śledź na: