Po wydaniu “Podróży z kwasem, garbnikiem i słodyczą” (wyd. Zysk & S-ka, 2016) i “Winnika. Kropli z podróży” (wyd. NoArt, 2017) Kaźmierowski wydaje  skromny w formie i skali zbiorek tekstów  ilustrowany jego zdjęciami.

 

“To było teraz”, w odróżnieniu od dotychczas publikowanych felietonów w Do Rzeczy, Publicrelations.pl czy A Zero, a także od wspomnianych książek,  to bardzo osobiste krótkie formy. Teksty te najczęściej  poruszają zagadnienia kruchości naszego “teraz”,  podróży i przemijania. Znaczenie przeszłości w teraźniejszości wydaje się zajmować autora zarówno w odniesieniu do niego samego, jak i w szerszym sensie.

Już po wydaniu “Winnika” Marek Bieńczyk napisał, że Kaźmierowski “rozumie, czym jest czas ludzkiego życia: kroplą chwili, która przynosi ocean przeszłości”.

Pisarka Renata Chołuj określiła z kolei teksty te jako “coraz odważniejsze sięganie po poezję w próbach opisania intymnych światów”.

Zbiorek jest bogato ilustrowany fotosami autora wykonanymi starym canonem, ponadczasową leicą i… telefonem. Graficznie opracował go Miłosz Trukawka, a wydało warszawskie wydawnictwo NoArt. Jeden z tekstów znajduje się u dołu tego wpisu.

 

 

wyd. 2019

ISBN 978-83-948135-1-2

 

 

——–

 

 

W lesie Stilo

 

Jak to już nie raz wcześniej mu się zdarzało, pojawił się w lesie Stilo w chwili gdy wiosna przełamuje zimę. Nad morzem panowało jeszcze niemal mroźne, kłujące powietrze wstrząsane podmuchami aż znad stężałej Sambii.

Piasek na plażyzastał jeszcze w pozimowej, nieruchomej skorupie, aż po skarlałe, trzymane przez korzenie sosen, klify. Powyżej nich, w gęstniejącym sosnowym lesie, powietrze było wilgotne, cięższe i słodkawe, a kilkaset kroków na południe, nad jeziorem, kwitły szczawiki zajęcze i zawilce. Dalej, w podmokłych partiach łąk, rozłożyły odnóża gorzkie ziarnopłony.

Słońce świeciło cały dzień mocno i pod ostrym kątem, jak to bywa o tej półzimowej porze. Ogrzane nim na cienkiej powierzchni piaski sarbskiej mierzei wypełniały ścieżki i buty. Zostawiając po prawej kominy Ulinii i Dymnicy, wchodził wzgórzem, na którego wierzchołku, w niesłabnącym słońcu, czerwono-biało-czarna latarnia Stilo odbijała niemal horyzontalnie padające promienie mocniej, niż świecąca w czasach Körtego lampa łukowa umieszczona w laternie.

Stojąc na tarasie trzydziestoczterometrowej wieży, zastanawiał się, czy to miejsce, z zapachem lasu, słonym wiatrem i okalającym błękitem, jakby niebieską abstrakcją Nowosielskiego, czy te żywioły grałyby na twoich strunach? Czy podobałoby ci się tu teraz, gdy jeszcze nikogo nie ma?

Później, mijając buczek mgłowy, nautofon (kto jeszcze o nich pamięta?), uśmiechnął się do myśli – bardziej refleksyjnie, niż z rezygnacją – iż nawet w największej mgle buczek nadaje najwyżej na dwadzieścia kilometrów. Ani ty, ani nikt inny by go nie usłyszał. W drodze powrotnej przez kaszubskie Perlino, Zdradę, przez Muzę i Tleń, już tylko zastanawiał się, na czym polega pobudzanie membrany.

 

 

 

 

 

 

Polub nas i śledź na: