Z Warszawy do Moskwy jest około 1200 km. Z Moskwy do Kazania – ponad 800, a z Kazania do Wołgogradu – ponad tysiąc. Na kibicach piłki nożnej same odległości dzielące miasta rozgrywek polskiej kadry być może nie zrobią wrażenia. Do wyobraźni bardziej przemawiają mniej abstrakcyjne skojarzenia, jak na przykład czasy przejazdów kolejowych, odpowiednio 20, 15 i 23 godziny. – Na szczęście Rosja jest bardzo dobrze skomunikowana lotniczo – pociesza Tomasz Kaźmierowski, inwestor i pisarz, który kilka lat spędził w Moskwie w zarządzie rosyjskiego banku.

 

Długość czasu podróży to dość wyraźna, choć zdecydowanie nie jedyna różnica pomiędzy Rosją, a zachodnią częścią Europy. Tomasz Kaźmierowski zaznacza, że nawet jeśli w Rosji spędzimy cały mundialowy miesiąc, nie mamy zbyt wielkich szans, aby “rozgryźć” logikę rosyjskiej duszy. Próbować oczywiście nikt nie broni, a Tomasz Kaźmierowski wręcz zachęca – pod warunkiem, że będziemy do tej eksploracji odpowiednio przygotowani.

Rosja dostaje organizację mundialu. Pana pierwsza myśl, to…

To było już dość dawno, ale nie wydaje mi się, że jakoś specjalnie się zdziwiłem. To było jeszcze przed wydarzeniami na Ukrainie, Rosja miała za sobą 10 lat całkiem niezłej koniunktury, zaleczone w dużym stopniu kompleksy, których nabawiła się na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Uciekł gdzieś wstyd przed poczuwaniem się do rosyjskości.

Na tym tle widać było mnóstwo zabiegów negocjacyjnych, politycznych ze strony władz rosyjskich żeby dostać wielką imprezę. No i w końcu te wielkie imprezy zaczęły do Rosji trafiać – najpierw olimpiada w Soczi, teraz Mundial.

A jeśli chodzi o kwestie organizacyjne? Miał pan wątpliwości, czy Rosjanie zdążą zbudować stadiony?

Jeśli z organizacją wielkiej imprezy i zbudowaniem na czas stadionów poradziła sobie Brazylia, z prezydentem, który obecnie jest w więzieniu za korupcję, to nie martwiłbym się szczególnie Rosją w tym aspekcie. Tego rodzaju wątpliwości nie miałem, tym bardziej, że Rosja wiele obiektów już wcześniej posiadała.

Tomasz Kaźmierowski, dawniej bankowiec, współtwórca detalicznego Citibanku i Inteligo. Dziś inwestor, założyciel Fundacji Identitas (doroczna literacka Nagroda Identitas i stypendia dla piszących), publikuje felietony i książki (ostatnio „Winnik. Krople z podróży”, 2017, NoArt).

Pomiędzy stadionami trzeba się przemieszczać, nie mówiąc już o transporcie na miejsce. Jak najlepiej podróżować do i po Rosji?

Odległości pomiędzy miastami mundialowymi są tak wielkie, że transport drogowy nie jest najlepszą opcją. Rosja jest jednak świetnie skomunikowana lotniczo. Oczywiście, to są inne standardy przelotów, trochę inne samoloty, inne, nazwijmy to, środowisko bezpieczeństwa. Mimo wszystko jest to jednak sieć bardzo dobrze zorganizowana. Z większych rosyjskich miast do Moskwy jest po kilka lotów dużymi samolotami dziennie. Jeśli więc dobrze zaplanowaliśmy wyjazd, komunikacja nie będzie problemem.

A co z komunikacją na miejscu, na przykład w Moskwie?

Moskwa posiada świetne metro. Warunki, zwłaszcza latem, nie zawsze mogą być wybitnie komfortowe, ale tak czy inaczej metro funkcjonuje bardzo efektywnie. To najlepszy środek komunikacji w stolicy, choć trzeba się przyzwyczaić, że przystanki są od siebie dużo dalej niż na przykład w Paryżu, ale tak czy inaczej – funkcjonuje dobrze.

Czyli do hotelu spokojnie dojedziemy. A jak będzie ze standardem samego noclegu?

Należy liczyć się z tym, że poza Moskwą czy Petersburgiem, jakość i skala bazy hotelowej  będzie nieporównywalnie mniejsza niż w Europie Zachodniej, a koszty – nieproporcjonalnie wysokie. Kiedy atmosfera wokół mistrzostw zaczęła się robić gorąca, ceny mocno odjechały od i tak już wysokich poprzednich poziomów. Od znajomych, którzy się na Mundial wybierają wiem, że pojawiają się informacje od właścicieli hoteli, że owszem, gdy pół roku temu sprzedawali skromny pokój  doba w nim kosztowała 80 euro, ale dzisiaj kosztuje już 250, więc jeśli rezerwacja ma nie upaść, to trzeba dopłacić.

Jeśli nasz kibic zdecydował, że do Rosji pojedzie tak jak na wczasy nad polskie morze – na dziko, bez planów. Z czym się zderzy na miejscu?

Wyjazd bez żadnego planu zdecydowanie odradzam. To, co można zrobić to na przykład zaplanować pobyt w mniejszym miasteczku, nawet na wsi, z dojazdem na mecz – pobyt na przykład 120 km od Moskwy, czy 80 od Wołgogradu to opcja jak najbardziej do przemyślenia. Druga opcja, działająca rzecz jasna na niekorzyść rosyjskich gastronomii i hotelarstwa głodnych mudialowego boomu, to zaplanowanie noclegów tuż przy granicach, choćby w Charkowie, Witebsku czy nawet w Helsinkach. Po meczu można tam  w miarę spokojnie wrócić i za rozsądne pieniądze przespać się czy poświętować.

To opcja dla tych, którzy niekoniecznie chcą Rosję zwiedzać. A co z tymi, którzy jednak chcieliby coś zobaczyć?

Mocno do tego zachęcam! Polecałbym zwłaszcza poznać „głubinkę” – rosyjską wieś. Relacje z tamtejszymi ludźmi budują się zupełnie inaczej, niż w wielkich miastach, gdzie dominacja narracji politycznych jest dość istotna. Dopiero będąc na tej „głubince” okazuje się, jaka ta Rosja jest naprawdę: ze wszystkimi swoimi problemami, ale i atrakcjami czy zjawiskami, które na prowincji europejskiej już zasadniczo nie istnieją, a tam są esencją życia.

Co na przykład?

Tamtejsze tempo życia jest zupełnie inne. Poza tym, stosunek do bieżączki jest bardzo refleksyjny i podejmowany, powiedziałbym, z pozycji obserwacji kosmosu [śmiech].

Południe Rosji to jest miejsce wieloetniczne, tygiel kulturowy wręcz. Będąc na wsi rosyjskiej – miejscu właściwie niezbyt od Polski odległym, znajdujemy się na bardzo egzotycznym, odległym kulturowo obszarze. Jeśli wykonamy minimalny wysiłek i trochę się w tę rzeczywistość zagłębimy, może się okazać ciekawsza niż sam mecz [śmiech].

Jeśli jednak bilet na mecz mamy w kieszeni, podejrzewam, że do miasta mimo wszytko się pofatygujemy. Jak przy okazji wszystkich imprez tego typu – gdziekolwiek by się nie odbywały, pojawi się kwestia bezpieczeństwa.

Trzeba zaznaczyć, że Rosjanie są na ogół o wiele bardziej skłonni do pomocy niż ludzie w naszej sferze kulturowej. Jest dużo mniej obojętności – również wśród młodych ludzi. Są spontaniczni i w tej spontaniczności, najczęściej, życzliwi.

Z drugiej strony, w rosyjskich miastach funkcjonują swego rodzaju subkultury uliczne. Miejscowi rozpoznają ich członków na pierwszy rzut oka i wiedzą, że należy trzymać się od nich z daleka, ale cudzoziemcy niekoniecznie będą tak wyczuleni. W związku z tym, radziłbym, żeby podczas pobytu w większych miastach trzymać się głównych ulic, nie zapuszczać się w rejony, które uchodzą za niebezpieczne.

W ramach bezpieczeństwa trzeba pilnować również portfela, w którym będziemy mieć wymienione jeszcze w Polsce ruble czy raczej dolary, które wymieniamy na miejscu?

Najlepiej jechać do Rosji z drobnymi, nie brać ze sobą grubych banknotów. Proponowałbym też dywersyfikować, czyli wziąć trochę rubli, dolarów, euro. Starajmy się nie wydawać jednorazowo dużych sum, bo to przyciąga niepotrzebną uwagę w niektórych miejscach.

A jeśli pojedziemy tylko z kartą?

Rosja jest bardzo rozwinięta jeśli chodzi o obsługę klientów bankowych – czy to pod kątem sieci kartowych, czy internetowych.

Co z prowizjami?

Zazwyczaj będą wyższe niż w krajach UE. Warto sprawdzić wcześniej, z których bankomatów będzie najrozsądniej skorzystać. Z pewnością będą to duże, zaufane sieci, na przykład państwowy Sberbank czy Alfa Bank.

Jak już mamy pieniądze, na co będziemy wydawać – poza mundialowymi pamiątkami?

Warto zwrócić uwagę na kulinaria, zwłaszcza, jeśli znajdziemy się poza dużymi miastami. Z napojów trzeba spróbować prawdziwego kwasu chlebowego – ten ostatni, dostępny w Polsce, niczym właściwie prawdziwego rosyjskiego nie przypomina – oraz morsa, czyli naturalnego napoju owocowego. Trzeba też korzystać z uroków prostej kuchni rosyjskiej: próbować zup, których jest tam ogromna różnorodność, jeść „suszki” czyli suszone rybki.

W Moskwie, jeśli chodzi o produkty żywnościowe, znajdziemy wszystko, co nie tylko Rosja, ale przede wszystkim Azja Środkowa ma do zaoferowania najlepszego: fantastyczne owoce i warzywa, doskonałe ryby, ikrę z jesiotra, jagnięcinę – w tej jakości w Polsce nie uświadczymy. Stolica Rosji, w które mieszka około 15 mln ludzi, to jest największy rynek zbytu produktów wysokiej jakości pomiędzy Paryżem, a Pekinem, dlatego przyjeżdża tam wszystko, co najlepsze.

Gdzie tego szukać? Robiąc  zaopatrzenie w centrum Moskwy pewnie pożegnamy się z połową budżetu.

Na rynkach. Wszystkie duże rosyjskie miasta, a Moskwa i Petersburg szczególnie, mają ogromne rynki. W Moskwie to na przykład Czeremuszki. To są miejsca nieporównywalne z tym, co znamy z Polski, bliższe są raczej wielkim bazarom w państwach arabskich.Upodobanie najbogatszych Rosjan do luksusu obrosło już legendami, ale przeciętny mieszkaniec Moskwy jest chyba podobny pod tym względem do przeciętnego warszawiaka wyznając zasadę “zastaw się, a postaw się”.

Nie. W polskiej kulturze „zastaw się, a postaw się” ma korzenie w tradycji szlacheckiej – jest wyrazem gościnności, szacunku. Rosyjski fenomen wydawania pieniędzy na przyjemności jest skierowany natomiast na intensyfikację przeżyć. Dlatego też nikt w Europie, może poza południowcami, nie potrafi się bawić tak, jak Rosjanie. Oni od swojej bieżączki potrafią odjechać naprawdę ekspresowo i bawić się w sposób całkowicie pozbawiony hamulców, które u nas są częściej obecne. To z pewnością będzie coś, co pociągnie wielu przyjezdnych. Rosjanie bawią się autentycznie i radośnie. Jakby jutra miało nie być – to zgrane cliché to chyba najlepsza definicja.Co jeszcze może nas zdziwić w codziennym rosyjskim życiu?

Rosjanie bardzo dużo czytają. Wystarczy wsiąść do metra w Petersburgu czy w Moskwie, żeby zobaczyć bardzo dużo ludzi, również młodych, którzy czytają. Nie chodzi tylko o to, że Rosjanie są narodem wyjątkowo oczytanym, bo to byłoby zbyt daleko idące stwierdzenie. Ogromna część społeczeństwa rosyjskiego nie czerpie realnych korzyści z obecnego wzrostu gospodarczego. Funkcjonuje więc w sferze rozrywki, na którą ją stać. Trzeba też mieć na uwadze to, co Rosjanie czytają…

Klasyków!

Nie tylko… Polecam wstąpić do dużej rosyjskiej księgarni – to na pewno będzie ciekawe doświadczenie, głębokie przeżycie poznawcze. Znajdziemy tam fantastyczną ofertę rosyjskich klasyków właśnie, czy też współczesnych rosyjskich pisarzy. Do tego największe zachodnie bestsellery. Ale kilka regałów dalej leżą też nowo wydane komplety dzieł Stalina, biografie Mołotowa, Dzierżyńskiego, czy Lenina. Ten sentyment do wielkości, tęsknota za czasami, w których inni “nas” szanowali, czy też się nas bali – w zależności od punktu widzenia – są w rosyjskim społeczeństwie nadal dość silne.

Wracając do zabawy – jak Rosjanie podchodzą do kibicowania?

Rosyjscy kibice piłkarscy nie stanowią ani szczególnie licznej, ani szczególnie intensywnie przeżywającej mecze społeczności. Rosja to nie jest miejsce, w którym ludzie będą kibicować w szczególnie szalony sposób.

Mieszkał pan w Rosji kilka lat – jakie cechy tamtejszej rzeczywistości najbardziej pana zaskoczyły?

Rosjanie są społeczeństwem, mimo wszystko, wciąż bardzo patriarchalnym. Nie pod każdym względem, bo oczywiście w sensie zawodowym kobiety tam jako pierwsze “wsiadały na traktory”. Ale w sensie obyczajowym patriarchalizm jest tam widoczny znacznie bardziej, niż w naszej części Europy.

Druga istotna rzecz to fakt, że cywilizacja rosyjska jest odmienna zarówno od europejskiej, jak i azjatyckiej. Będąc na miejscu znajdujemy się więc w specyficznej sytuacji: z jednej strony otaczają nas ludzie bardzo do nas podobni, o słowiańskim wyglądzie, ale jednocześnie zakorzenieni w znacząco innym systemie wartości, korzystający z innych kodów kulturowych. Jeśli ktoś myśli więc, że będzie w stanie “rozgryźć” Rosję w tydzień czy miesiąc – nie ma na to szans.

Trzecia rzecz, mocno widoczna, jeśli chodzi o wzorce zagraniczne, to niewiarygodna fascynacja Niemcami – niemiecką technologią, niemieckim przemysłem, gospodarką, jej wytworami,niemieckimi sposobami zarządzania. To zjawisko jest szczególnie zauważalne wśród Rosjan z klasy średniej i tych najbogatszych.

Co Rosjanie myślą o Polakach?

Rosjanie w zasadzie mało o Polakach myślą. Wolą porównywać się do Niemców, Anglików, Amerykanów, Chińczyków. Generalnie jesteśmy daleko od ich centrum uwagi.

A na poziomie międzyludzkim?

Ja sam częściej spotykałem się z reakcjami sentymentalnymi. Na rosyjskich imprezach, jako że trochę gram na gitarze, byłem wręcz przymuszany do grania piosenek Anny German czy Maryli Rodowicz. Nie musiałem znać słów – Rosjanie śpiewali za mnie.

Starsze pokolenie  wciąż ma wielki sentyment do polskiej kultury. Wśród młodych Rosjan to już nie jest zauważalne. Nie znają Maryli Rodowicz  ani Wajdy, a tym bardziej Herberta, a już zupełnie Możdżera czy  Masłowskiej. Z Polaków przywołają najwyżej Roberta Lewandowskiego.

więcej: http://extra.natemat.pl/po-co-isc-do-rosyjskiej-biblioteki-w-czasie-mundialu

Polub nas i śledź na: