Wenus z Brassempouy Francuzi, zazwyczaj skłonni do romantycznych i kwiecistych określeń, nazywają nad wyraz pospolicie “Damą w kapuzie” (Dame à la Capuche). To, datowane na około 30 000 lat przed naszą erą, dzieło, jedno z pierwszych znanych przedstawień ludzkiej twarzy, ma zaledwie trzy i pół centymetra wysokości. Jest najpewniej pozostałością po statuetce wykonanej z kości mamuta.

Twarz tej kobiety, jeśli spojrzeć en face, posiada wszystko oprócz ust, które, być może, autor wolał widzieć zamknięte, albo zamierzał wykonać na końcu.  Wykonał też wyjątkowo gładką i kształtną szyję, skrywającą bez wątpienia gardło.

Tutejszym przypisuje się bowiem od wieków obsesję związaną z gardłem, a raczej jego nadstawianiem, choć jest to, rzecz jasna, seria przypadkowych, na pierwszy rzut oka niezwiązanych ze sobą przesłanek.

Chodzi o Gaskonię i Gaskończyków. Mają o oni znacznie więcej wspólnego z Baskami i pogrążonymi w mrokach historii Celtyberami, niż z Galami i Frankami.

Wojownicy celtyberyjscy w Antyku uważani byli za za najświetniejszą piechotę barbarzyńską (Rzymianie nie stawiali nikogo do porównania z sobą samym). Ich legendarne już przed Wojnami Punickimi umiejętności bojowe, zawziętość, nieposkromioną porywczość i odwagę cenili wszyscy wokół.

Sprzymierzeni z Kartagińczykami, obok których stanowili główną część armii Hannibala, przekroczyli Alpy i wielokrotnie dali się Rzymianom we znaki, zanim ci ich ostatecznie nie podporządkowali.

Podobnie było kilkaset lat później, gdy od wodzą Eudesa (czy też Odona), księcia Akwitanii, przez dekadę powstrzymywali armię potężnego Kalifatu Omajjadów, aż wreszcie pogrążył ją pod Poitiers Karol Młot, gdzie “Vascons et Acquitains” również odegrali kluczową rolę.

Nie mija czterysta lat, a tutejsza księżniczka Eleonora wychodzi za mąż za Henryka II Plantagenêt, księcia Andegawenii i Normandii, ale i króla Anglii. Wówczas właśnie Gaskonia zachodnia znajduje się w koalicji angielskiej, a wschodnia jej część, z hrabiami Armagnac i Foix-Bearn, sprzyja królom Francji, Walezjuszom. Potem z Gaskończyków wywodzą się najbitniejsi żołnierze  Burbonów, z wcale realnym Charles’em de Batz-Castelmore hrabią d’Artagnan, który po latach dzielnej i tylko odrobinę awaturniczej służby Ludwikom XIII i XIV zginął trafiony, a jakże, w gardło, podczas oblężenia Maastricht.

Gaskończykami byli też marszałkowie Ferdynand Foch oraz Bernadotte i Lannes. Ten ostatni był jedynym, któremu Napoleon pozwalał przy sobie kląć, a nawet rzucać pod swoim adresem niedwuznaczne pogróżki.

Gaskonię (dla ówczesnych mieszkańców : Gasconha) ostatecznie rozbiła w 1790 r. na sztuczne twory – departamenty –  “wiedząca lepiej” francuska rewolucja.

Na szczęście nie udało się jej zniszczyć gaskońskiej douceur de vivre („słodkiego życia”) z ich wspaniałym foie gras, Armaniakiem i szczerym winem.

Tak, tak, do niedawna zaledwie “bardzo szczerym”, “nad wyraz pełnym”, i “niezwykle charakterystycznym”. Te eufemizmy lepiej zrozumiałe stają się dopiero, gdy człowiek spróbuje wina z południa Gaskonii, szczególnie zaś z apelacji Madiran (całe 1300 hektarów winnic), dziś położonej w departamencie o wiele mówiącej nazwie “Pireneje Wysokie” (Pireneje niskie zasadniczo nie istnieją, ale rewolucjoniści, jak i wszystkie reżimy totalitarne, nie znosili wszelkich wzmacniaczy tożsamości) oraz w sąsiednich Gers i “Pirenejach Atlantyckich”.

Rządzi tam niepodzielnie lokalny szczep Tannat, czyli : “opalony”.

W rzeczy samej, grube skórki winogron tego szczepu są intensywnie granatowo-czarne. Prawdziwą intensywność, a raczej agresję, odczuwa jednak – jak to w Gaskonii – gardło, oczywiście. Szczególnie gdy tradycyjnie robione wino jest młode i w całości wytworzone z Tannata. Jak pisze Marek Bieńczyk : “szczep nieokrzesany, dawniej obdarzał gardła pieszczotą papieru ściernego” i “kilka lat leżakować, by frak zdążył okryć bicepsy”. Nic dodać, nić ująć.

Mistrzem Tannata jest bez wątpienia Alain Brumont, który wytworzył wina wciąż potężne i gęste, jednak znacznie mniej garbnikowe. Choć jego Madirany są nowoczesne, beczkowe, to wielkie wyczucie Brumonta – z odpowiednio długim leżakowaniem – daje efekt wart cierpliwości.

Oczekiwanie jest tym bardziej użyteczne, że wina te, dzięki swej zawartości garbników, mają kilkukrotnie silniejsze działanie antyseptyczne niż inne. Ich właściwości jako przeciwulteniaczy przebadali i udowodnili naukowcy, którzy dodatkowo podkreślili ich wagę jako dobroczyńców układu sercowo-naczyniowego!

Wino na dziś to Madiran Chateau Montus, Cuvee Prestige od Alaina Brumonta. Otwieram właśnie jedną z ostatnich butelek, i to magnum,  z rocznika 1997. Wszystkie pozostałe, które kupiłem w początku wieku, wypiłem zdecydowanie zbyt wcześnie.

 

 

Polub nas i śledź na: