Roger Scruton, wybitny angielski pisarz, krytyk i filozof, napisał coś więcej, niż prace do dziś wzbudzające publiczną debatę, czy też te, dojrzewające w nas powoli i niepewnie – jak wino właśnie. Autor Przewodnika po filozofii dla inteligentnychZachodu i całej reszty, Pożytków z pesymizmu i niebezpieczeństw fałszywej nadziei, czy wreszice Co znaczy konserwatyzm?wydał, bowiem, rodzaj przewodnika po winach o zgrabnym tytule Piję więc jestem.

Zrzut ekranu 2016-09-15 o 15.48.13

Przewodnik jest wybitny (dorównują mu, i to jedynie fragmentami – bodaj tylko Bela Hamvas i Marek Bieńczyk), wymagający intelektualnie, bardzo, za to, z nawiązką wręcz dowcipny, czasem też prowokacyjny nie tylko z racji wyborów win dokonywanych przez Autora.

IMG_0472

Mającym wciąż jeszcze w tyle głowy podstawy filozofii sugerowałbym czytać go od końca, to jest poczynając od rozdziału Co pić do czego.

I tak, jeśli chodzi o Arystotelesa, to „czytelnicy Metafizyki (…) zrozumieją, że jedynym możliwym napitkiem przy tej lekturze jest woda. Przełknięcie najbardziej suchej ze wszystkich książek wymaga mnóstwa płynu i spartańskiego hartu w walce ze słowami“ .

I dalej : „Jeśli już ktoś musi wchłonąć Berkeleya, niech popije go szklanką dziegciu“.

„Fichte“ w  swoich Mowach do narodu niemieckiego tęskni do pangermańskiego nacjonalizmu. Nieuniknionego, jak wykazuje Scruton. „Fichte – a właściwie Napoleon – skierował Niemcy na drogę dwukrotnego zniszczenia Europy“. Niemieckie poczucie winy doprowadziło – owszem, cokolwiek meandryczna to paralela – do wytworzenia pozbawionej tożsamości ohydy T.Fontannaza (Fire Mountain). Ten multikulturowy specyfik według Scrutona „smakuje na wskroś Australią“. „Najlepszym dodatkiem do lektury tego zrzędliwego (…), lecz mającego dobre intencje myśliciela będzie jedno z tradycyjnych win reńskich, które nadal (Bogu i „tępym“ winiarzom dzięki – tk) swiadczą o patriotyźmie lokalnym wioski i winnicy, który Fichte pragnął odrzucić na rzecz Volk und Kultur“. Scruton proponuje tu słodycz Beerenauslese w typie Grafenstuck z Bockenheim.

IMG_0507

„Kierkegaard. Bojaźń i drżenie, Pojęcie lęku, Choroba na śmierć – jaki człowiek piszę książki o takich tytułach i nawet nie sygnuje ich własnym nazwiskiem!? Duńczyka nawiedzają upiory i wampiry, gorliwie szukające jego zwłok“. Za to „Studium na temat Don Giovanniego ku czci wina i życia jest zapewne jedyną wybitną rozprawą krytyczną o muzyce napisaną przez folizofa, i należy ją czytać w towarzystwie trydenckiego Marzemino (trunku wspomnianego w arii – tk). Wino to piłem niedawno (…) w Rimini z okazji Mityngu Przyjaźni Narodów (sic). Popatrzyłem zdumiony, gdy moi irlandzcy towarzysze zasłonili rękoma kieliszki. Dzielenie stołu z dwojgiem straszliwie wykształconych Irlandczyków i bycie przy tym jedyną osobą pijącą jest rzadkim przeżyciem“.

I wreszcie „Heidegger. Jakimż to nektarem uczcimy filozofa, który uczy, że nicość nicestwi? Wznieśmy puste kielichy do ust i uczujmy, jak osiada w nas – nic, nic, nic, na całej długości przewodu pokarmowego. Oto rozkosz godna prawdziwego konesera.“

Aristotle, Aristotle was a bugger for the bottle.

Hobbes was fond of his dram,

And René Descartes was a drunken fart.

‚I drink, therefore I am.’ 

Scruton bawi i imponuje przywołując nader skutecznie powyższe impresje W.C. Fieldsa.

Wino na dziś nie może być byle przeciętniakiem. Będzie nim Château TrotanoyPomerol, jeden z najpoważniejszych bordosów. Nie podejmuję się jego opisu (piłem kiedyś jedynie drugą etykietę, L’Espérance, a to za mało). To etykieta (więcej…un elixir nonpareil), wobec której Scruton z pewnością nie jest obojętny.

Zrzut ekranu 2016-09-15 o 15.07.05

Polub nas i śledź na: