Krople z podróży

Tomasz Kaźmierowski

Sybir w Kronos (TVP Kultura). Polecam.

Sybir.

Piotr Nowak i Ivan Dimitrijević prowadzą od około roku Kronos (także świetny periodyk, swoją drogą) w TVP Kultura, bodaj najlepszy u nas tego rodzaju program. W tym, o Sybirze, miałem okazję uczestniczyć. Polecam:

https://vod.tvp.pl/video/kronos,odc-16,39368052

 

     

 

    

Jak nie należy tego robić.

W wyjątkowo ciekawym, jak zwykle fajnie wydanym, nowym numerze publikowanego przez warszawski Klub Wysokogórski periodyku A/ZERO (nie do dostania, tylko dla elitarnego grona klubowiczów) Artur Paszczak zamieścił list ode mnie. Dla nie-klubowiczów – załączam.
— — —

Drogi Paszczu,

Twój pięćdziesięcioletni niemal przyjaciel, jak Ci wiadomo wielce obyty, wykształcony, inteligentny… No, dodaj sam resztę komplementów, gdyż znana Ci świetnie moja skromność mnie na to nie pozwala… Otóż ten Twój przyjaciel, wybrał się pewnego słonecznego dnia w prowansalskich Alpilles tam, dokąd rano się wcale nie wybierał. O północy tego samego dnia stwierdził, że oto niechcący stworzył amatorski poradnik z rodzaju “jak tego nie należy robić” w obszarze Twych zainteresowań.
Popełnił bowiem większość klasycznych błędów. Tych, które popełnia się, gdy refleksję zasłania poczucie – będę dla niego łągodny – obycia i omnipotencji.
Rano – przejdę do pierwszej osoby – wybrałem się do Saint Rémy. Wiadomo: Musée des Alpilles, Hotel de Sade, rzymskie Glanum i resztki po van Goghu.
Instynkt, jak się okazało, mnie nie zawiódł, gdyż zaraz po wejściu w uliczki przereklamowanego niemożebnie Saint Rémy zdążyłem kupić wybitne prowansalskie wino, Le Rouge du Château de Pibarnon.
Jeszcze po drodze do Saint Rémy zwróciłem uwagę na piękną grań alpijki nad Orgon, zwieńczoną na dodatek Chapelle-Notre Dame de Beauregard. Czytaj dalej »

Mundial, Rosja, nie na temat.

Z Warszawy do Moskwy jest około 1200 km. Z Moskwy do Kazania – ponad 800, a z Kazania do Wołgogradu – ponad tysiąc. Na kibicach piłki nożnej same odległości dzielące miasta rozgrywek polskiej kadry być może nie zrobią wrażenia. Do wyobraźni bardziej przemawiają mniej abstrakcyjne skojarzenia, jak na przykład czasy przejazdów kolejowych, odpowiednio 20, 15 i 23 godziny. – Na szczęście Rosja jest bardzo dobrze skomunikowana lotniczo – pociesza Tomasz Kaźmierowski, inwestor i pisarz, który kilka lat spędził w Moskwie w zarządzie rosyjskiego banku.

Czytaj dalej »

Rzeczy i miejsca

I zanim wyszedł, to tak długo się rozglądał po domu, jakby wiedział, że to jest ostatni raz. Jakby chciał wszystko dobrze zapamiętać.

Czytaj dalej »

Oczy Apeninu.

Zimą z prawostronnych okien samolotu zmierzającego z Rzymu do Warszawy po kilku minutach od startu widać jak krajobraz szybko przemienia się z rolniczych terenów Lacjum w odmienne, brunatno-biało-srebrzyste przestrzenie. To słabiej zaludnione rejony Apeninów  w tymże Lacjum, a bardziej jeszcze w Abruzji, Umbrii i Marche. Przy dobrej pogodzie można dokładnie wytyczyć trasę samolotu, który w  końcu opuszcza Półwysep pozostawiając w dole amfiteatralną  Ankonę, grecki łokieć. Świadczy o tym dobitnie położony od niej na południe występ wybrzeża utworzony przez wapienny masyw Monte Conero i – to na północ od miasta – wpadająca do Adriatyku rzeka Esino, znana niektórym w Polsce z nietuzinkowej akcji 15 Pułku Ułanów Poznańskich II Korpusu, który w lipcu 1944-go osiągnął jej ujście odcinając tym samym broniących ważnego portu Niemców.

Z lotu ptaka zimowe Apeniny są niemal jednolicie brunatne. Tylko od czasu do czasu widać w tej brunatnej skorupie intensywnie błękitne jeziora, niczym tęczówki niebieskookich Tuaregów. W ich wodach buszują nurkowie,  najchętniej w podwodnych młynach Capo d’Acqua. Czytaj dalej »

Owoce Morza Północnego.

Bratkartoffeln, czyli owoce Morza Północnego.

Czytaj dalej »

Gestapo boys i „polskie obozy…”?

Od moczarów Elfmorgen na wschodzie badeńskiego Karlsruhe w kierunku centralnie położonego pałacu biegnie Gerwigstrasse. Po wojnie w tym położonym w amerykańskiej zonie, mocno zniszczonym mieście znalazło schronienie więcej Niemców ze Śląska, niż z pobliskiej Alzacji. Miasto bardzo zubożało i odbudowywało się wolniej niż wiele innych w Badenii-Wirtembergii. Jednak właśnie w Karlsruhe, nie później niż w 1947 roku, otworzyła swoją raczej skromną siedzibę, z wejściem od podwórza, firma Zimmerle & Co, producent rolet. Wiele powstałych wówczas firm dziś stanowi o bogactwie regionu, ale nie Zimmerle. Czytaj dalej »

Wojna o muzeum wojny

Wojna o muzeum wojny.

Spokój i przejrzystość. O Muzeum II Wojny Światowej inaczej.

Spór o Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku nie ma kilkutygodniowej historii, jak chciałoby jego poprzednie kierownictwo oraz politycy poprzedniej koalicji rządzącej w latach 2007-2015. Od 2008 roku, szczególnie zaś od określenia składu Rady Muzeum, wyznaczenia na jego dyrektora profesora Machcewicza i przyjęcia założeń programowych było oczywistym, iż ta ważna i ogromna w sensie wysiłku finansowo-organizacyjnego inwestycja (blisko 500 mln ze Skarbu Państwa) będzie realizowana bez porozumienia ponad bieżącymi podziałami politycznymi. Profesor Machcewicz także później, gdy zbliżała się – przyśpieszana przez niego – data otwarcia Muzeum nie widział możliwości poszerzenia wachlarza ekspertów zdolnych wspólnie wypracować takie założenia narracji, które byłyby kompromisem potrzebnym i koniecznym w związku z wciąż szerokimi różnicami interpretacyjnymi wśród historyków i różnie rozkładanymi akcentami w pojmowaniu wysoce skomplikowanego zjawiska, jakim była II Wojna. W ostatnich miesiącach przed otwarciem Muzeum obie strony okopały się na swoich pozycjach i ich zapewnienia o gotowości do debaty, a nawet próby jej zorganizowania były raczej zabiegami na użytek bieżącej polityki i odbioru medialnego.

O konflikcie politycznym wokół Muzeum napisano już wiele, często bardzo emocjonalnych i wzajemnie krzywdzących opinii. Jest on dla mnie najmniej zajmującym aspektem sporu o Muzeum, choć oczywiście w decydujący sposób wpłynie na jego dalsze losy.

Czytaj dalej »

Inne Broadway, inny spot.

Broadway, jak i inne miasteczka Costwolds, przez wieki bogaciło się pod panowaniem starej post-normandzkiej kasty dzięki eksportowi miejscowej wełny, głównie do Niderlandów i Flandrii, oraz handlowi tekstyliami. Pobliskie stocznie i porty w Gloucester i Bristolu miały swój niemały udział w złamaniu morskiej dominacji Hiszpanów, a potem, z powstaniem „trójkątnego handlu”, budowały okręty, na których broń, narzędzia i beczki rumu płynęły do Afryki, stamtąd wiozły Afrykanów do Nowego Świata, by wrócić z bawełną, cukrem, ryżem, tytoniem, rudą żelaza, drewnem, futrami i czym tam jeszcze do bebechów światowego przemysłu – Anglii.
Moim oparciem, a i pełnym ironii adwokatem diabła w wędrówkach po Cotswolds jest od dwudziestu lat Peter Asphar, przyjaciel i nietuzinkowy przewodnik, aktor teatrów szekspirowskich, podróżnik, niemożebny dyslektyk i najzawziętszy rowerzysta. Do dziś jeździ setki kilometrów po ukochanej Francji bicyklem, śpiąc nierzadko pod przydrożnym drzewem, strasząc porannym chrapaniem francuskich myśliwych.

Czytaj dalej »

„Czarne Historie 6”

Latem 2010 roku, wracając za którymś, kolejnym razem znad Bzury wpadłem do znajomych do miasteczka Wilanów, nie pamiętam już w jakiej sprawie, wraz z moim towarzyszem podróży, świeżo poznanym nad Bzurą Markiem, historykiem, archeologiem, badaczem pozostałości po wiadomym odwrocie przez puszczę.

Zastałem, oprócz bardzo jak zwykle miłych gosdpodarzy –Kingi i  Roberta, dwóch jego kolegów, trzydziestoparolatków z atrakcyjnymi partnerkami życiowymi,  akurat dyskutujących o czymś przy – tu, przyznaję, mnie zaskoczyli – winie, prawdziwie dobrym, Brunello.

Czytaj dalej »

« Older posts

© 2018 Krople z podróży

Theme by Anders NorenUp ↑